Powiedzieli o Cassiber
Powiedzieli o artyście |
![]()
Marcin Kiciński na forum grupy:
Ostatnio Ziggy pytaleś mnie co sądzę o Cassiber - odpowiedziałem ze kompletnie nie mam pojęcia co o nich myśle, gdyż w og ogóle nie kojarzę ich płyt. Pewnie tak szybko nie wrócilbym do posiadanej przeze mnie płyty "Beauty & The Beast" gdyby nie to, ze jestem w trakcie czytania Cutlera "O muzyce popularnej" i staram sie równolegle do lektury zapoznawać się/wracać do muzyki w niej opisywanej. Do "Beauty & The Beast" wróciłem i muszę powiedzieć, że bardzo mi sie spodobała, myślę że ogólnie taka muzyka jest bardzo przyjemną odskocznią, od porąbańców, których słucham ostatnio dość często, nie o to jednak chodzi.
To co zwróciło moją uwagę, to fakt występienia silnego sprzężenia zwrotnego
między zdobyciem dodatkowych danych dotyczących danej muzyki, a jej odbiorem. Cassiber
można by rzec kompletnie mnie przy pierwszych przesłuchaniach nie zachwycał, przeleżal
na półce swoje, a spodobał mi się dopiero wtedy, gdy zrozumiałem idee towarzyszącą
tworzeniu tej muzyki. Dane te pozwolily mi zwrócić uwagę na rzeczy, które wcześniej
były dla mnie zupełnie niezauważalne (chodzi mi o
kontekst pladrofoniczny tej muzyki). Do czego jednak zmierzam tym smętnym wywodem? Otóż
ciągle mnie zastanawia to co powiedział (w przyblizeniu) Penderecki i co wzbudziło
duże kontrowersje, a mianowicie, że nikt kto nie jest gruntownie wykształcony
muzycznie, nie będzie w stanie pełni docenić jego muzyki. Z tego co slyszałem
wypowiedź ta wzbudziła dezaprobatę publiczności, która bądź co bądź niestety
raczej w niewielkim procencie mogła pewnie sie uważać za wykształconą muzycznie nawet
w stopniu podstawowym. Czy nie jest to jednak prawda? Czy nasz odbior pewnej muzyki nie
jest plytszy? Czy swoisty pełny rozwój słuchacza zaangażowanego może się rozwijać
przy braku równoleglego rozwoju wiedzy teoretycznej?
Na czym więc polega nasze upodobanie pewnej muzyki. Na czym polegają nasze zachwyty.
Co tak naprawde nas podnieca?
Wydaje mi się że jest to naprawdę zastanawiające. W/w regule wzajemnej zależności
mogę też w pewnym stopniu odnieść do siebie. Ponieważ przez bardzo krótki czas
ksztalciłem się muzycznie, tyle że pod kątem instrumentow perkusyjnych ( co w naszej
prowincjonalnej szkółce sprowadzało się niestetey głównie do zestawu), moje
zainteresowanie sferą rytmiczną muzyki było przeolbrzymie. Porównywałem swoją
percepcję tego instumentu z innymi osobami o podobnym stopniu zaangażowania muzycznego i
wyraźnie uwydatniały sie dość duże dysproporcje w stopniu odbioru tego instrumentu.
Wiele jego walorow było kompletnie dla większości niezauważalnych, to przy czym ja
padałem na kolana, przechodziło bez echa.