Marek Grechuta - biografia
Biografia |
![]()
PIANINO
Wstawiono je do sali w krakowskim akademiku. Usiadł do niego młody student architektury z Zamościa i zaczął grać melodie jakie układały mu się w głowie. Dosiadł się do niego starszy kolega, muzyk urodzony w Nowym Targu. Wspólnie zaaranżowali pierwszy utwór i w ten sposób dali początek najbardziej fascynującej przygodzie w polskiej muzyce. Bowiem pierwszym studentem był Marek Grechuta, a drugim Jan Kanty Pawluśkiewicz.
Kilkanaście lat wcześniej pianino choć inne, też odegrało swoją niepoślednią rolę. “Rodzice nie pisali wierszy i nie komponowali muzyki, ale w 1947 roku coś kazało kupić dla syna pianino” – tak zaczyna się historia opowiedziana przez Magdę Umer. Cały tekst możecie przeczytać na stronie artystki ( cały artykuł ).
Na tym pianinie Marek Grechuta uczył się grać przez 8 lat ale nie wiedział jeszcze, że kiedyś zostanie artystą. Tymczasem dzieciństwo przebiegło szczęśliwe, mimo że rodzice rozwiedli się gdy miał 12 lat. “Bardzo lubiłem jako młody chłopak grać w piłkę nożną”- to fragment opowieści autorstwa Krzysztofa Strzeleckiego ( cały artykuł ) gdzie również znajduje się dużo informacji biograficznych.
ANAWA
Wróćmy do tego niezwykłego spotkania studenta architektury i muzyka o jazzowym rodowodzie. Niedługo potem powstała formacja Anawa i ukazała się pierwsza płyta tego zespołu. Powstały piosenki, które dzisiaj poznaje już trzecie pokolenie Polaków, a które zaciążyły bardzo poważnie i niemal nieodwracalnie na wizerunku artystycznym Grechuty. Od tego momentu, przez kolejne płyty Marek Grechuta będzie uciekał od tego obrazu – pięknego cherubina wyśpiewującego anielskim głosem strofy “Niepewności” Adama Mickiewicza. Uprzedźmy fakty, że tak do końca nigdy mu się to nie uda.
Dodajmy, że debiut był dość nierówny, a bez wątpienia najlepsze nagrania odeszły w zapomnienie. Niesamowita “Twoja postać”, motoryczna niemal awangardowa “Piosenka”, czy tajemnicza “Zadymka”. Całą płytę opanował nastrój muzyki kameralnej, podkreślany przez klasyczne instrumentarium - skrzypce, fortepian i wiolonczelę. Z drugiej strony udział perkusji i gitary rozszerzył i zmienił aranżacje niektórych utworów. W składzie oprócz Marka Grechuty i Jana Kantego Pawluśkiewicza grali Zbigniew Wodecki (skrzypce), Anna Wójtowicz (wiolonczela), Jacek Ostaszewski (kontrabas) i Tadeusz Dziecic (gitara), gościnnie wystąpił między innymi Marek Jackowski i Alibabki.
Płyta okazała się sukcesem a nagroda jaką Marek Grechuta zdobył na festiwalu w Opolu (za utwór "Wesele”) uczyniła z Anawy zespół niezmiernie w Polsce popularny.
Rok później w 1971 nagrywają drugą płytę "Korowód", zdecydowanie dojrzalszą i bogatszą kompozycyjnie i aranżacyjnie, która staje się eksplozją talentu tej niezwykłej formacji. Każdy utwór należy właściwie do innej kategorii muzycznej. “Introdukcja” – zdradza fascynację kulturą Wschodu, “Kantata” to przedziwny tygiel kilku kontrastujących tematów melodycznych. Jeśli wspomnimy jeszcze o wielkim przeboju “Ocalić od zapomnienia” oraz o kultowym “Korowodzie” zamykającym ten krążek, otrzymamy wydawnictwo przebogate i wielobarwne. Grono stałych muzyków grających na poprzedniej płycie uzupełnił Marek Jackowski (gitara) oraz Zbigniew Paleta (skrzypce).
Tak rozpoczął się najbardziej fascynujący okres w polskiej muzyce. Właśnie “rozpoczął”!!! Zaraz po wydaniu drugiej płyty w roku 1972 zespół Anawa został rozwiązany. Jacek Ostaszewski i Marek Jackowski powołali grupę Osjan, za to Marek Grechuta wkroczył na zupełnie nową ścieżkę w swojej muzycznej biografii. Wtedy wydawało się, że popełnia muzyczne samobójstwo, a najlepsze dokonania ma już za sobą.
Teraz już wiemy, że płyta “Korowód” była dopiero pierwszą z pięciu najbardziej niezwykłych płyt w historii polskiej piosenki. Płyt – dodajmy ze wstydem – mało znanych, odkrywanych nawet dopiero teraz. Zburzmy tę świątynię niewiedzy, bowiem rok 1972 nie był żadnym końcem, tylko początkiem niezwykłych muzycznych wydarzeń.
UNDERGROUND
Następny zespół, który skompletował Marek Grechuta, był antytezą “Anawy”. Tworzyli go muzycy o rodowodzie przede wszystkim jazzowym: Paweł Ścierański (gitary), Paweł Jarzębski (kontrabas) oraz Józef Gawrych, Bogdan Kulik i Tadeusz Kalinowski (instrumenty perkusyjne. I w tym właśnie składzie nagrali płytę “Droga za widnokres”. Połączenie jazz-rockowej pulsacji z poezją współczesną dało efekt porażający. Jak napisał w swojej recenzji Daniel Wyszogrodzki – “powstał album undegroundowy – oderwany zarówno od kontekstu historycznego, jak i ówczesnych prądów – w pełni ponadczasowy”. Płyta ma niecałe 34 minuty i przez wielu uważana jest nie tylko za najlepszą płytę Marka Grechuty, ale też jedną z najlepszych w polskiej muzyce. Trudno na TAKIM krążku wyróżnić jakikolwiek utwór, ale chyba możemy nieśmiało wspomnieć (bez ujmy dla reszty materiału) o fascynującej piosence “Gdziekolwiek” – to 2 minuty, które potrafią zmienić świadomość słuchacza.
Po nagraniu płyty grupa uległa rozpadowi. Stanie się to już regułą w karierze solowej Marka Grechuty – nieaml każdy kolejny album będzie nagrywał inny, skrajnie różny od poprzedniego, zespół. Tym razem jego filarami stali się Antoni Krupa (gitary), Piotr Michera (skrzypce) i Kazimierz Jonkisz (perkusja). Grupa w tym składzie wykonywała na koncertach utwory z płyty “Droga za widnokres”, ale był to już zupełnie inny zespół. Tak rozpoczął się kolejny etap w muzycznej biografii Marka Grechuty.
EN AVANT!
"Magia obłoków" to kolejna płyta przełomowa w całym dorobku artysty. Poznałem ją po prawie 30 latach od daty wydania i właśnie ona była pierwszą z tych odkrywanych pirackich (bo zakopanych głęboko, na bezludnej wyspie) skarbów. To ona właśnie przełamała we mnie powszechny przecież stereotyp Marka Grechuty. Ukazała się w roku 1974. Muzyka mieściła się gdzieś w kategorii jazz-rockowej, co podkreślała sekcja rytmiczna i specyficzny, improwizowany sposób gry na skrzypcach Piotra Michery. Bardzo bogata melodycznie i rozbudowana aranżacyjnie. Utwór, “Walc na trawie” przywołuje na myśl ówczesne dokonania grupy King Crimson, należącej wtedy do rockowej czołówki.
Czy to wydawnictwo miało być z kolei antytezą do “Drogi za widnokres”? Być może. Muzyka nie była już tak ascetyczna jak na “Drodze” choć może dlatego straciła trochę na oryginalności. Niemniej jednak czwarte wydawnictwo okazało się znów udane i przyniosło kolejny raz zupełnie, wręcz szokująco inną muzykę, niż na poprzednich krążkach. Marek Grechuta zaczynał nas przyzwyczaić, że każda jego następna płyta to siedmiomilowy krok naprzód (EN AVANT!)
HAPPY TOGETHER
W 1976 roku Jan Kanty Pawluśkiewicz zainteresował Marka Grechutę pomysłem stworzenia muzyki do tekstów Witkacego. Premiera odbyła się w 1977 roku w teatrze STU, niedługo później nagrana została płyta, "Szalona Lokomotywa".Widowisko już samo w sobie było niezwykłe, a finalnym momentem przedstawienia był wjazd na scenę wielkiej skrzydlatej lokomotywy.
A muzyka? Inna i jak zawsze niepowtarzalna. Ponowne spotkanie kompozytorskiego duetu zaiskrzyło znów muzyką o bardzo szerokiej skali gatunkowej, którą ciężko sklasyfikować. Kameralna instrumentacja uzupełniona została brzmieniem gitar oraz instrumentów klawiszowych. W składzie znaleźli się między innymi bracia Paweł i Krzysztof Ścierańscy. Niektóre utwory iskrzą kabaretem czy burleską, inne to już niemal rockowa kameralistyka. Marek Grechuta nie śpiewał sam. Maryla Rodowicz zaproszona do współpracy w pełni sprostowała trudnemu wyzwaniu. Nawet gdyby ani wcześniej, ani później nic więcej nie nagrała, to i tak piosenką “Zabij ten lęk” przeszłaby do historii polskiej piosenki. Moim faworytem jest piosenka “Motorek”, które doskonale oddaje różnorodność i szaleństwo tej płyty.
A JAK KRÓLEM, A JAK KATEM BĘDZIESZ
Od roku 1976 Marek Grechuta zaczął występować w Piwnicy pod Baranami i
związał się z nią na lat 10.
Tymczasem przyszedł rok 1979 i ukazał się kolejna, szósta już płyta –
“Pieśni”. Tym razem do słów jednego
poety - Tadeusza Nowaka. Wcześniej była premiera widowiska “Zapach łamanego w
rękach chleba”, która miała miejsce w Poznaniu w ramach Wiosny Estradowej 1979
roku. Marek Grechuta zdobył tam nagrodę dla najlepszego kompozytora, a fragmenty
przedstawienia znalazły się na tej właśnie płycie.
Kolejne niezwykłe wydawnictwo jakby nie dość było już tych “niezwykłych”. Skrajnie oryginalne. Muzyka w całości skomponowana przez Grechutę zaśpiewana została tym razem aż przez czterech artystów. Oprócz mistrza ceremonii słychać Magdę Umer, Teresę Haremzę (kolejne – które już? – odkrycie Grechuty) i Mariana Opanię. Mimo że określenie “poezja śpiewana” jest adekwatne do muzyki, jaka znalazła się na tej płycie, to wymaga pewnego sprostowania. Kunszt kompozytorski Grechuty sprawił, że te “piosenki” czasem bardziej przypominają mini-opery, a w połączeniu z niejednoznacznymi tekstami Nowaka dały coś zupełnie wyjątkowego na skalę światową.
I tak zakończyła się pierwsza dekada tej niezwykłej biografii muzycznej. Przyniosła sześć płyt, z których każdą można nazwać “niezwykłą”. Ten dorobek to jedna z najpiękniejszych kart w historii polskiej muzyki.
C.D.N.
Jarek Pawlak & Michał Wach