Lawrence D. "Butch" Morris - wywiady
Wywiady |
Recenzje |
Galeria |
Powiedzieli o artyście |
![]()
Wywiad przeprowadzony przez Alessandro Cassin http://www.lacan.com/frameXII7.htm.
Tłumaczenie: Zygmunt Gruntkowski
Alessandro Cassin: Co robi improwizujący
dyrygent, czy takie terminy jak dyrygowanie, aranżowanie, komponowanie kwalifikują się
do opisu twojej twórczości?
Butch Morris: Improwizujący dyrygent aranżuje improwizowany materiał improwizujących
wykonawców. Ma pewien zasób znaków, których używa do zainicjowania określonych
wydarzeń. Ja nie dyryguję w tradycyjnym sensie. Ja prowokuję lub proszę o to, aby
wydarzyły się pewne rzeczy, jednakże nawet ja w tym przypadku nie mam pojęcia jak to
wszystko zabrzmi dopóki tego nie usłyszę.
AC: Czy powiedziałbyś, że to co robisz to coś pomiędzy
aranżowaniem a komponowaniem?
BM: Właściwie to nie nazwałbym tego komponowaniem, ale mógłbym określić to jako
aranżowanie, zakładając, że nie można zacząć aranżować zanim usłyszysz
materiał, zanim będziesz mieć ten materiał pod ręką.
AC: Jeżeli chodzi o równoczesny proces słuchania oraz
robienia czegoś z tym czego słuchasz, czym różni się to od tego, co czyni normalny
dyrygent. Czy nie widzisz pewnego ryzyka w tym, że dzieje się to zbyt szybko? Czy
możliwość wpływania i kształtowania całego zespołu nie powoduje zbytniego poczucia
władzy?
BM: O tak, czasami pojawia się to poczucie władzy. Jednakże to poczucie władzy to nie
nowe zjawisko, to nie zaczęło się ode mnie. Wszystko zrodziło się wówczas, gdy
pojawiała się idea, że ktoś powinien stanąć przed orkiestrą. Owszem, istnieje
przekonanie, że dyrygenci posiadają pewnego rodzaju władzę. Na powstanie takiego
przekonania mieli wpływ głównie sami dyrygenci. Jednakże to co ja robię jest z jednej
strony podobne a drugiej odmienne. Podobieństwo tkwi w tym, że ustawiam ludzi w szeregu
i przekazuje im swoją wizję kierunku w jakim muzyka powinna iść. Oczywiście nawet ja
sam nie mam pojęcia w jakim kierunku muzyka pójdzie. Tradycyjny dyrygent wie dokładnie
dokąd powinna zmierzać muzyka, wie jak ona zabrzmi. Ja nie mam pojęcia o tym co dana
osoba zamierza zrobić lub zagrać, nie wiem też jaki będzie pierwszy dźwięk. Wiem
jednak, że gdy tylko go usłyszę i jeśli istnieje taka potrzeba to muszę go
kształtować.
AC: A jakie znaczenie ma tutaj przypadek?
BM: Przypadek jest terminem, który John Cage często używał w swoich tekstach. Ja nie
widziałbym tego w kategoriach przypadku. Widzę to jako ryzyko. Sądzę, że ryzyko
zakłada pewnego rodzaju wyzwanie. Przypadek raczej nie jest dla mnie wyzwaniem.
AC: Czy muzycy akceptują twoją metodę? Jakie
najczęściej stawiają pytania artyści pracujący z tobą?
BM: Czasami pojawia się opór wobec tej metody, chociaż generalnie dotyczy to sytuacji,
gdy jestem poproszony do współpracy z działającym już zespołem, który niezbyt
dobrze wie co ja robię lub dlaczego to robię. Najczęściej pytany jestem dlaczego to
robię oraz dlaczego nie mogę zapisać tego co oczekuję od muzyka. Co ja próbuję
wywołać to spontaniczność zespołu. Istnieje jeszcze wielu artystów, którzy
opierają się jakiejkolwiek formie totalnej improwizacji.
AC: Czy wolisz regularnie pracować z tymi samymi muzykami
lub czy wyobrażasz sobie, że metoda będzie tak znana, że będzie możliwe dyrygowanie
improwizacją bez uprzednich prób?
BM: Mam stały zespół - około 5,6 muzyków - w Nowym Yorku, który stanowi trzon
każdego występu, niezależnie czy jest to "Conduction" czy wykonanie muzyki
uprzednio skomponowanej i zapisanej czy jakikolwiek inny projekt. Mój zespół jest
bardziej elastyczny jeśli wynajmuję muzyków, którzy dobrze czytają muzykę. Uwierz
mi, lubię naprawdę wiele rodzajów muzyki, lubię pisać muzykę oraz lubię
improwizować.
AC: Wróćmy do drugiej części pytania. Czy wyobrażasz
sobie, że metoda będzie tak znana, że będzie możliwe dyrygowanie improwizacją bez
uprzednich prób?
BM: Bardzo by mi to odpowiadało. Mam nadzieję, że stopniowo dochodzi do takiej
sytuacji. Chciałbym mieć możliwość zaproszenia do występu trzy osoby z każdego
kraju, w którym kiedykolwiek byłem, jednakże w obecnie nie ma aż takiej znajomości
mojej metody i dlatego przed każdym występem czuję się zobowiązany do powtórzenia
całego słownika.
AC: Dyrygujesz przez 20 lat. Jak postrzegasz swoją
twórczość z perspektywy tych lat?
BM: Wydaje mi się, że to co robię jest nadal jeszcze młode i świeże. Conduction #1
jest zupełnie różne od Conduction #31. Sądzę, że jest jeszcze długa droga do
przebycia ... Mam zamiar iść o wiele dalej. Tylko jeden kompozytor specjalnie dla mnie
napisał muzykę i był to Misha Mingelberg w 1987 roku. Napisał dla mnie utwór, którym
miałem dyrygować i wyszło to dosyć dobrze. Jednakże jego tożsamość była widoczna
w tej muzyce, nie brzmiało to jak Morris. Sądzę, że często problemem jest to, iż
niektórzy kompozytorzy sądzą, iż są zobowiązani do pozbycia się swojej muzycznej
tożsamości.
