Karlheinz Stockhausen - biografia
Biografia |
Wywiady | Recenzje |
Powiedzieli o artyście |
![]()
Kompozytorzy XX wieku - Karlheinz Stockhausen
Tekst pochodzi z książki Bogusława Schaeffera - "Kompozytorzy XX wieku"
Hegemonia
muzyki niemieckiej trwająca tak długo, w naszym stuleciu została radykalnie zachwiana,
głównie wskutek tego, że centrum muzycznym stał się Paryż, a zarówno Berlin, jak i
Wiedeń musiały zejść na dalszy plan jako ośrodki co prawda również o dużym
znaczeniu, ale mniej decydujące o przemianach, jakie zaszły w pierwszej połowie naszego
stulecia, szczególnie w okresie kultu dla neoklasycyzmu. Niemal przez całe pierwsze
półwiecze muzyka niemiecka ustępowała centrum paryskiemu, a w ostatnich latach tego okresu, w czasie gdy z mętnych, "ideologicznych" pozycji zniszczono w
niej wszelkie i tak niezbyt duże przejawy modernizmu, nastąpiła nawet kompletna
degrengolada, której nie uratowały już pomysły neoprymitywistów typu Orffa.
Kiedy p
o wojnie usiłowano zrehabilitować muzykę niemiecką, nie było od czego zacząć. W stworzonym naprędce centrum darmstadzkim dosłownie nie wiedziano, co począć. Brakowało przede wszystkim wzorów nowej muzyki, nie było czego kontynuować, wszystko zawisło w próżni, i doprawdy gdyby nie odkrycie Schónberga i Weberna, nie doszłoby do niczego. W pewnym sensie o odnowie współczesnej muzyki niemieckiej zadecydowała stworzona przez dodekafonistę Herberta Eimerta baza kolońska w postaci studia muzyki elektronicznej; zniwelowała ona przepaść dzielącą zamierzenia młodych kompozytorów od realnych możliwości przynajmniej - początkowo - w zakresie teoretycznym. I tu właśnie, w ośrodku kolońskim, pojawia się młody kompozytor Stockhausen z bardzo radykalną i metodyczną koncepcją nowej muzyki. Od roku 1952, a więc od trzydziestu z górą lat, z każdym nowym dziełem Stockhausena odradza się muzyka europejska w stopniu absolutnie nie przewidzianym w owych latach, kiedy lak bardzo nie wiedziano, od czego zacząć. Karlheinz Stockhausen urodził się 22 sierpnia 1928 w Módrath. W latach 1947-1951 odbył studia w konserwatorium w Kolonii u Schmidta--Neuhausa (fortepian) oraz Schroedera (teoria) i od 1950 u Franka Martina. Jednocześnie studiował muzykologię, filozofię i germanistykę na uniwersytecie w Kolonii. Od 1951 studiował na kursach darmstadzkich (m.in. u Adorna), a w latach 1953-1955 w Paryżu u Messiaena oraz u Milhauda. Jednocześnie pracował w paryskim Club d'Essay, w studio muzyki konkretnej u Pierre'a Schaeffera. Od 1955 jest samodzielnym pracownikiem w studio muzyki elektronicznej w Westdeutscher Rundfunk w Kolonii. W 1954-1957 odbył dodatkowe studia na uniwersytecie w Bonn u Meyera-Epplera (fonetyka). Stockhausen jest współredaktorem pisma "Die Reihe" wydawanego przez Eimerta i autorem szeregu prac z zakresu nowych technik kompozytorskich. Odbył liczne podróże po Europie i Stanach Zjednoczonych, gdzie od roku 1958 dał się poznać jako wykładowca i kom-pozytor. Od 1963 jest szefem studia muzyki elektronicznej radia w Kolonii.
Ewolucję
artystyczną Stockhausena można nakreślić jedynie skrótowo. O
pierwszych utworach wiemy niewiele, gdyż kompozytor wycofał je w czasie pisania nowej
(numerowanej) serii utworów. Były to kompozycje o daleko idących ambicjach technicznych
i posłużyły częściowo za studia wprowadzające. Z późniejszych dzieł Stockhausena trzeba wymienić przede wszystkim jego Kontrapunkty, dalej utwory fortepianowe, z których Utwór XI stanowi
oryginalną i całkowicie
odmienną koncepcję twórczą, Miary
czasu, Grupy, Momenty, Oryginały (w
formie teatru muzycznego) oraz utwory elektroniczne, wśród których Śpiew młodzieńców i Hymny (częściowo muzyka konkretna) zajmują
ważne miejsce w skali światowej.
W każdej kompozycji
Stockhausena przebija dążność do rozwiązania określonego problemu kompozytorskiego, który - biorąc pod uwagę polistrukturalne założenia ogólne - w praktyce urasta do trudnego, a niekiedy bardzo czasochłonnego zadania technicznego. Oczywiście, rezultaty artystyczne tych nowych prób i eksperymentów bywają różne.W
Kontrapunktach (1953) autor położył punkt ciężkości na fakturę punktualizmu barw instrumentalnych. Dzieło to, napisane na dziesięć instrumentów, wyzyskuje obficie sześć różnych barw: fletowo-fagotową, klarnetową, barwę trąbki i puzonu, fortepianu, harfy i wreszcie barwę skrzypcowo -wiolonczelową. Oprócz punktualizmu barw Stockhausen stosuje bogatą skalę środków dynamicznych i rytmicznych, które - kombinowane z sobą - dają szerokie rozplanowanie utworu na zasadzie wyboru specyficznych, stopniowo zmiennych wyznaczników szczegółowych. W Miarach czasu Stockhausen buduje konstrukcję muzyki wielowymiarowej (oczywiście, jeśli chodzi o trwanie czasowe) i wykracza w ten sposób poza mało dotąd odświeżane konwencje metrorytmiczne.W
XI Utworze fortepianowym (1956) Stockhausen prześcignął wszystkich kompozytorów awangardowych swoją oryginalnością koncepcji. Dzieło składa się z dziewiętnastu fragmentów muzycznych rozrzuconych na arkuszu dużego formatu. Istota rzeczy polega tu na inwencji wykonawcy, który sam decyduje o kolejności pojawiania się poszczególnych fragmentów i, posługując się własną pomysłowością i poczuciem formy, tworzy konstrukcje muzyczne z gotowych prefabrykowanych przez Stockhausena elementów. Wskazówka kompozytora, który jednak wyraźnie sugeruje wykonawcy możliwości realizacji utworu, rozpoczyna się od podkreślenia nieumyślności: chodzi o to, by uzyskać gwarancję swobody improwizacyjnej, nie hamowanej żadnym z góry przewidzianym zamysłem. (Pojedyncze fragmenty - Stockhausen nazywa je grupami - można łączyć z wszystkimi innymi. Zatem możliwych realizacji utworu jest bardzo wiele). Stockhausen życzy też sobie, by utwór był wykonywany kilkakrotnie, a więc - przypuszczalnie - w zupełnie różnych wersjach. Pomysł kompozytora jest niezwykle odkrywczy: wiemy, jak ważne miejsce zajmuje dziś w muzyce wykonawstwo. Słuchanie sonat czy symfonii Beethovena w różnych interpretacjach zajmuje dziś o wiele więcej miłośników muzyki niż poznawanie nowej muzyki. Jest to swoistego rodzaju rekordomania i obejmuje nie tylko słuchaczy, lecz również wykonawców, którzy wolą pokazywać "swojego" Chopina czy Brahmsa niż - na pewno jeszcze nie "swojego" - Schónberga czy Bartoka. W tej sytuacji wykonawca-interpretator (oczywiście klasyczno-romantycznego repertuaru) usuwa się z linii ewolucji muzyki (czego dotąd nie bywało) i uprawia jakby odrębny kierunek w muzyce. Nową muzyką zajmują się odtąd specjaliści (jest ich stale niewielu). Aby się temu stanowi rzeczy przeciwstawić, Stockhausen usiłuje znaleźć jakby pomost pomiędzy kultywowanym rodzajem "interpretacyjnego" wykonawstwa a nową muzyką. Czy mu się to udało? Może niezupełnie, głównie dlatego, iż podjął się zadania niezwykle trudnego. Wykonawca XI Utworu fortepianowego musi bowiem dysponować precyzyjnym i porządkującym zmysłem konstrukcyjno-formalnym oraz umiejętnością stosowania różnych odcieni interpretacyjnych w bezpośrednim zgęszczeniu, której w muzyce przedpunktualistycznej nie było potrzeba, a więc przymiotami tyleż rzadkimi, co odbi jającymi od dotychczasowej praktyki wykonawczej. Ponadto dochodzi tu jeszcze trudność natury konstrukcyjnej. Poszczególne grupy łączą się ze sobą nie bezpośrednio, lecz po przerwach, które są potrzebne, aby wybrać następną grupę, a te w sumie dają nieorganiczność toku ogólnego (różną oczywiście od organiczności dawnego typu). Nie ulega wątpliwości, że wiele tu zależy od tego, czy wykonawcy będą bliskie założenia kompozytorskie Stockhausena.
Najwyższym osiągnięciem
W
Momentach (1964) idzie kompozytorowi o zupełnie nową ideę formalną: nie jest to dzieło ani zaczęte, ani zakończone. Czas trwania może być - w zależności od intencji programowych - zmieniany. Ten rodzaj utworu, a zarazem odbioru, określa kompozytor mianem "muzyki momentowej". Tu też należy wymienić nieco wcześniejszy utwór - Carre - na cztery orkiestry i chór z roku 1960; jest to muzyka bardzo specyficzna. Na wzór Grup kompozycja ta napisana jest na wielką osiemdziesięcioosobową orkiestrę podzieloną, tym razem na cztery zespoły i chóry (każdy zespół dysponuje mieszanym chórem 12-16 śpiewaków). Kompozycję należy wykonywać w ten sposób, że zespoły instrumentalne i wokalne ustawia się wzdłuż czterech ścian dużej hali (stąd tytuł utworu), dając słuchaczom możliwość słyszenia muzyki "od wewnątrz" (słuchacze siedzą pośrodku sali). Już w tym utworze zapowiedziana jest technika "momentowa", która w tym wypadku jest użyta z konieczności, ponieważ słuchacz siedzący pośrodku sali nie może obserwować wszystkich zajść w muzyce, mając w polu widzenia najczęściej tylko jeden zespół. Aby słuchacz osiągnął pewne minimum informacji o utworze, kompozytor musiał zadysponować bardzo długim czasem jego trwania i specyficzną techniką dźwiękową i formalną, techniką, która nie zna kulminacji; można więc tej muzyki słuchać bez potrzebnej zazwyczaj koncentracji; można się jej przysłuchiwać. Jak powiada kompozytor, to dzieło nie porywa, lecz pozostawia w spokoju, a zmiany w nim dokonywane odbywają się w samej muzyce, "wewnątrz muzyki". Głosy śpiewane i instrumentalne są ze sobą zmieszane, a teksty powstały na tle zróżnicowań fonetycznych i zamykają się w materiale bezdźwięcznych spółgłosek i samogłosek (jest to zatem tekst nieprzetłumaczalny). Prawykonanie Carre odbyło się 28 października 1960 w Hamburgu (chór i orkiestra radia hamburskiego pod dyrekcją Michaela Gielena, Mauricia Kagla, Andrzeja Markowskiego i kompozytora).Kilka zdań należy się dwu utworom orkiestrowym:
Punkte i Mixtur. Punkty to kompozycja, która właściwie jest nową redakcją gotowego utworu sprzed dziesięciu lat. W tej nowej wersji zamiast "punktów" pojawiają się ugrupowania, a nawet wibrujące masy, tworzące mikromuzyczne organizmy. Tylko w kilku miejscach utworu pojawiają się faktyczne jednostki punktualistyczne; w większości wypadków materiał muzyczny układa się kontynuacyjnie, homogenicznie - według charakterystycznych dla danej konstrukcji barw, sił brzmienia i szybkości. Kompozytor operuje tu płaszczyznami dźwiękowymi układanymi na zasadzie niemal plastycznej. Jego zamierzeniem było uzyskanie wibrującej materii muzycznej, w której każda cząstka poddana jest przez grającego muzyka starannie specjalnemu, charakterystycznemu naświetleniu.
Nieco inną koncepcję mamy w
I tu już przechodzimy do dzieł typowo elektronicznych. Muzyka elektroniczna
Stockhausena stanowi jedno ze szczytowych osiągnięć tego nowego gatunku twórczości muzycznej. Najlepszym - jak dotychczas - dziełem muzyki elektronicznej jest Śpiew młodzieńców (Gesang der Junglinge), utwór znakomicie zapowiadający możliwości materiału i techniki muzyki elektronicznej. Kompozycja ta powstała w roku 1956 na krótkim tekście jubilacyjnym z Księgi Daniela i stoi właściwie na pograniczu muzyki elektronicznej i konkretnej (typowym przykładem muzyki elektronicznej jest Studium II z 1954 roku), a to dlatego, że materiałem wyjściowym jest głos ludzki (głos chłopca). Dzięki całej serii metod przekształcających kompozytor osiąga w tym utworze rodzaj panoramy dźwiękowej, w której kompleksy tonów sinusowych, impulsów, zgłosek i sylab, szumów filtrowanych i akordów wokalnych tworzą ogromne na owe czasy bogactwo środków, stosowanych z dość zresztą dziwną metodycznością.
O wiele swobodniejsze ujęcie mają
We
wszystkich tych dziełach kompozytor bada niezmordowanie i na różne sposoby możliwości materiału, formy; możliwości wyodrębniania się świata dźwiękowego od całej dotychczasowej muzyki europejskiej i kontaktu różnych światów (typowe przykłady: Studium II i Kontakty). W latach sześćdziesiątych zaczynają się jednak w jego twórczości pojawiać dzieła mniej już metodycznie ukształtowane, otwarte pod tak wieloma względami, że zastanawiamy się, czy są to jeszcze utwory kompozytora. Oto dla przykładu Plus/minus, kompozycja nie na dowolne instrumenty, jak to się często zdarza u współczesnych kompozytorów amerykańskich, lecz "na (dowolnych) kompozytorów". Jest to tylko sugestia: jej konsekwencje zależą już od innych. W tym punkcie przesuwamy się z kreacyjnej, uświęconej tradycjami wizji twórczości w stronę programu, w dodatku "programu dla innych". W Oryginale (wzorem Cage'a, który bardzo decydująco wpłynął na znacznie młodszego Stockhausena) niemiecki kompozytor dopuszcza udział innych utworów (własnych jednakże), ale już w Aus den sieben Tagen na nieokreśloną ilość wykonawców (1968) - bawi się w tworzenie mikroscenariuszy, nie zawsze intelektualnie podbudowanych (jak np. w scenie zatytułowanej W górze i w dole, w której występują trzy postacie: mężczyzna, uosobienie wszelkiego zła, brudno ubrany, wykolejony, zezwierzę-cony, wypowiadający słowa plugawe, kobieta, pięknie ubrana, wytworna, anielska, a między nimi dziecko - bierny świadek scen między mężczyzną a kobietą - powtarzające bezwiednie niektóre słowa ich "dialogu"); wreszcie w Hymnach i Telemusik - metoda cytatów, nawet przekształcanych nie do poznania - musi budzić głębokie zastanowienie nad obecnym Stockhausenenem choćby dlatego, że był on przez tyle ostatnich lat kompozytorem z pewnością miarodajnym i że ostatnio brak jest w nowej muzyce przewodnika po nowych problemach, jakie powstały w związku z rozwojem nowych, technicznych możliwości.
Lecz mimo to jest w twórczości Karlheinza
Tak już się dzieje, że kompozytorów znamy bardziej z ich utworów wczesnych niż z późniejszych. I w przypadku
Stockhausena zachodzi ta prawidłowość, a polega ona jeszcze i na tym, że twórczość wcześniejsza jest już wszędzie odnotowana, skomentowana, istnieją całe monografie dotyczące jednego tylko utworu (i to zaledwie fortepianowego), powtarzają się więc w związku ze Stockhausenem wciąż te same utwory, gdy w ostatnich piętnastu latach napisał sporo nowych, o różnym zresztą poziomie.
Stockhausen stracił nieobliczalnie dużo na tym, że
poddał się idei muzyki intuitywnej, w której muzycy, inspirowani przez tekst, mają za
zadanie, swobodnie reagując na to, co robią inni, znajdować nowe jakości wyrazu. Tak
się to mówi, ale jak nauczyć muzyka szkolonego tradycyjnie, jak go nauczyć wyjścia
poza siebie, poza poznane chwyty i konwencje, jak stworzyć coś - z niczego, bo teksty Stockhausena i jego uwagi wcale nie są tak inspirujące, jak mu się
to wydaje. Intuitywna muzyka (termin ten dotyczy w nowej muzyce tylko Karlheinza Stockhausena) wymaga zatopienia się w muzyce,
połączenia z universum, z tym, co boskie, nawiązania kontaktu z mistycznym
prapoczątkiem, z prazasadą. W tej sytuacji - jeśli muzycy tak uprawiają muzykę -
dociera się do granic muzyki; odpadają wówczas wszelkie problemy kompozytorskie, odpada
technika kompozytorska i problem formy. Już w Koniaktach
- jak utrzymuje kompozytor, bo on jest tu najchętniejszym i najsprawniejszym komentatorem - mamy do
czynienia z zalążkami muzyki intuitywnej. Momente (1962-1969),
Hymnen (1967), Kurzwellen (1968) i Stimmung (1968)
pogłębiają ten proces odrywania się od techniki grupowej, przestrzennej, od
konstruktywizmu muzycznego i przemieszczają muzykę coraz dalej od jej technologicznego
początku.
Stockhausen żąda pełnego stopienia się
wykonawców ze słuchaczami, wszyscy mają się poddać medytacji, jako ludzie, "die
horchen, sich auf die inneren Schwingungen konzentrieren". Czy jest to możliwe? W
końcu nie wiemy, czy muzyka intuitywna ma być dla wybranych tylko, czy też jest
powszechnie zrozumiała. Byłem na wielu koncertach Stockhausena i widziałem, jak bardzo młodzi ludzie przeżywali - jak Stockhausen przykazał - jego muzykę,
moje materiałowe podejście do muzyki nie pozwoliło mi jednak na zjednoczenie się z
mistrzem (który w muzyce jest już zupełnym guru), po prostu niełatwo można namówić
na taki odbiór innego, z natury krytycznego kompozytora.
Oto przepis na mu
zykę intuitywna. "Es (Ono). NIC nie myśl. Czekaj, aż w tobie będzie całkiem cicho. Jeśli osiągniesz ten stan, zaczynaj grać. Kiedy tylko zaczniesz myśleć, przestań grać i spróbuj ponownie osiągnąć stan NIEMYŚLENIA. Potem graj dalej". Stockhausen nie pisze ani jednej nuty, pisze tylko tego rodzaju tekst, oczekując od wykonawcy, że potrafi się nastroić na całkowicie swobodną, czysto intuitywna muzykę.W
Stimmung kompozytor ustala dla całego utworu jeden akord, długo wytrzymywany, nakładane są na niego modele wokalne, które powinny wywołać mistyczne połączenie wszystkich śpiewaków i słuchaczy". Każdy ze śpiewających ma 8 lub 9 modeli i 11 nazw magicznych, które może wprowadzać do gry swobodnie, choć według pewnego schematu (takie antynomie nie powinny nas tu dziwić). Stimmung - powiada Stockhausen - to muzyka medytatywna. Czas nie istnieje. I dodaje na koniec: "In der Schónheit des Sinnlichen leuchtet die Schónheit des Ewigen".
Ale to są tylko słowa. A muzyka? Rezultaty tego typu zmagań kompozytora z
możliwościami muzyki, wykonawców i słuchaczy bywają różne. Przepiękne są np.
Bogusław Schaeffer - "Kompozytorzy XX wieku"
Wszystkie fotografie pochodzą z oficjalnej strony artysty www.stockhausen.org/