Arvo Part - Tabula Rasa

fragmenty tekstów Agnieszki Zawadzkiej z forum 3ucha

Czas spiralny

W tabula rasa jest inny czas. Każda z częsci dzieli się na 9 odcinków proporcjonalnych względem siebie. Wszystkie podobnie się zaczynają, mniej więcej w połowie slychać spreparowany fortepian, odcinek kończy się dlugimi samotnymi dźwiękami.
To czas spiralny.
Schemat przebiegu dźwiękowego w czasie wskazuje na celowe ułożenie pokrewnych sobie odcinków w strukturę wyższego rzędu.

Partytura jest tekstem. W europejskiej cywilizacji tekst przebiega w czasie linearnym. Kolebką naszej kultury jest Rzym i Grecja. Czas jest linearny w religii chrześcijańskiej.

W "Tabula rasa" tekst partytury jest tu właśnie takim ograniczeniem. Liniowe przedstawienie czasu pochodzi od Arystotelesa. Kiedy jednak mamy do czynienia z takimi powtarzającymi się odcinkami jak w "Tabula rasa", chciałoby się ten liniowy czas rozciągnąć o jeszcze jeden wymiar i przedstawić go za pomocą spirali. Nie kręgu – ze względu na niewielkie różnice między powtarzanymi odcinkami. Gdyby tych różnic nie było – czas stałby się kołem, które krąży w kółko, wiecznie się powtarzając. Z tą sytuacją mamy do czynienia w religiach Indii, gdzie silnie rozwinęła się doktryna o cyklach kosmicznych (juga), opracowana przez elitę intelektualną. Wieczny powrót do egzystencji oznaczał nieskończoną kontynuację cierpienia i zniewolenia – jedyna nadzieja – dla owych elit religijnych i filozoficznych – polegała na tym, by się nie odrodzić, by spalić karmę. (moksza)
Także Grecy znali mit Wiecznego Powrotu, a filozofowie późnego antyku coraz bardziej rozszerzali pojęcie czasu kolistego. Czas jest według nich ruchomym obrazem nieruchomej wieczności, którą naśladuje on w swoim kolistym obiegu. W obrębie każdego z tych cyklów czasu powracają te same sytuacje, które wydarzyły się już we wcześniejszych cyklach i które znowu się wydarzą w późniejszych. Żadne wydarzenie nie jest wyjątkowe, żadne nie wydarza się tylko raz ( jak na przykład skazanie i śmierć Sokratesa), lecz każde już się wydarzyło i stale będzie się wydarzało; te same indywidua już się pojawiły i znowu się pojawią, gdy koło czasu powróci do samego siebie. Czas kosmiczny stanowi powtórzenie i anakyklosis – Wieczny Powrót.

Powiedziałam, że czas w "Tabula rasa" jest spiralny. Z czego składa się ta spirala? Z elementów stałych i zmiennych. Trójdźwięk a – moll, skład intrumentalny, kolorystyczne, dynamiczne i agogiczne ukształtowanie frazy - to czas ontologiczny, „parmenidejski”, który zawsze jest taki sam, który ani nie podlega zmianie , ani nie daje się wyczerpać. Jest to czas pierwotny w tym sensie, że wzeszedł on za jednym zamachem i że żaden inny czas go nie poprzedzał, albowiem nie mógł istnieć żaden czas przed objawieniem się rzeczywistości opisywanej w micie. Ten stały materiał to jest tak naprawdę praczas mityczny, który zostaje ponownie uobecniony. Przenoszenie się w praczas mityczny powoduje , że czlowiek jest tabula rasa.
Stąd – nawet niereligijny człowiek może się poczuć przeniesiony do sfery sacrum, kiedy słucha muzyki o tak ukształtowanym czasie. Zresztą – jak mówił Mircea Eliade – każdy człowiek, bez względu na to czy jest ateistą, czy nie jest, myśli w sposób mityczny, a więc religijny. Już nawet sam kalendarz na to wskazuje. Kiedy tylko przychodzi Nowy Rok, człowiek czuje się bardziej swobodny i czysty, ponieważ uwalnia się od brzemienia swych błędów. Nie da się poprawić życia. Za sprawą symbolicznego powtórzenia kosmogonii trzeba je stworzyć od nowa. W różnych językach pierwotnych mieszkańców Ameryki Północnej słowo „świat ”= kosmos, używane jest też w znaczeniu rok. Członkowie plemienia Juki na określenie słowa rok używają słów ziemia lub świat. Kiedy Jokuci mówią „przeminęła ziemia”, znaczy to , że minął rok. Kosmos co roku rodzony jest na nowo. Święta chata Algonkinów i Sjuksów również wyobraża rok jako bieg przez cztery strony świata. W Indiach ołtarz ognia to rok. 360 cegieł obudowy to noce, a 360 cegieł jadżusmati to dni.
Łatwiej będzie wytłumaczyć to zjawisko posługując się odniesieniami do zwyczajów ludzi zaginionych cywilizacji, choć nie tylko. Sięgnijmy do innych wierzeń:
Na Wyspach Fidżi ceremonia intronizacji władcy nosi miano stworzenia świata; tę samą ceremonię powtarza się również w celu uratowania zagrożonych plonów. W Polinezji wyrzeka się słowa mitu o stworzeniu świata, aby niepłodna macica stała się znowu płodna, aby uleczyć z chorób ciała i duszy, aby przygotować wojnę, a także w wypadku śmierci czy w celu pobudzenia inspiracji poetyckiej.Ten, dla którego mit o stworzeniu świata recytuje się, zostaje przeniesiony do czasu prapoczątku.
Tyle o prapoczątku, o czasie parmenidejskim. Dwie idee freudowskie są w tym kontekście interesujące: szczęśliwość źródła i początków istnienia ludzkiego oraz przekonanie, że możliwe jest ponowne przeżycie poprzez wspomnienie lub powrót wstecz do pewnych traumatycznych wydarzeń z okresu wczesnego dzieciństwa.

Czas i trwanie, moja obsesja czasu nie istnieje kiedy slucham "Tabula rasa"!!! Jakies wyzwolenie, dźwięki trwają, nie musze się martwić, że miną, nie musze nadążać za "akcją", się wysilać, mogę spokojnie się poddać

W tym kontekście chciałabym zwrócić uwagę na pauzy i pojedyncze dźwięki. Czyli – najogólniej mówiąc to – z czego muzyka jest "zrobiona". U Arvo Parta nie są one jedynie "podkładem" pod kolorystykę czy dynamikę.W "Tabula rasa" odbywa się gra z czasem. Delikatny fakt, że w ogóle każda muzyka musi być grą z czasem, nie został tu wzięty w nawias. Niejeden stremowany wykonawca muzyki klasycznej zastanawia się co by było, gdyby tak nagle na przykład przestać grać i wyjść w połowie utworu,*** albo zrobić efekt "zaciętej płyty". Często wykonawcy właśnie tego się boją, że taki efekt wyjdzie niezależnie od nich. Lecz co by było , gdyby samemu celowo w ten pozornie zaplanowany z góry przebieg czasowy zaingerować? Ingerencja taka z pewnością ma miejsce w tym utworze, w taktach, gdzie mocno przedłużono dźwięk lub pauzę. Nie mam zeskanowanych nut tabula rasa, więc wezmę przyklad z partytury do cantus in memoriam b.b.

Dźwięk przedlużony w prawie calym skladzie orkiestry przez prawie 14 taktów na 6/4 te

Zresztą nie wiemy czy przedłużono naprawdę, nie możemy nic obiektywnie powiedzieć na temat czasu, tylko to wiemy o nim, co spostrzegamy poprzez naszą świadomość. Czas nie istniał by bez nas. Muzyczny czas nie jest czasem w sobie (czasem i niczym więcej), lecz czasem uzmysłowionym, czasem dźwięków, przy czym to dźwięk przekazuje i wypełnia spostrzeganie i przeżywanie czasu. W w/w taktach mamy wrażenie, że czas, niczym ekspander się rozciąga. Przyzwyczajeni do wcześniejszego tempa "wydarzeń" (chodzi mi o logikę muzyczną), myślimy w takim tempie, przesuwamy kolejne "wydarzenia" do przeszłości i od razu przygotowujemy się do przyjęcia następnych. A tu – zaskoczenie! Nie ma następnych. TERAZ trwa i trwa. Przyłapujemy i demaskujemy samych siebie na tym,że podświadomie inicjujemy muzyczne "wydarzenia".

Carl Dahlhaus pisze, że musimy odróżniać czas jako trwanie i czas jako proces. Z przekazanego nam przez tradycję w postaci zapisu nutowego dzieła muzycznego wydobyć można strukturę, która jako forma staje się niezależna od czasu, choć urzeczywistnia się w nim w postaci dźwięków. Dahlhaus podaje prosty przykład – kwartowy przedtakt. Fakt, że ton c w metrycznej pozycji przedtaktu zdaje się z konieczności prowadzić do tonu f jako kulminacji i zakończenia, a zatem fakt, że w muzyce – jak wyraziŁ się Ernst Kurth – oddziałuje energia czy dynamika prowadząca od tonu do tonu," a muzyka to proces. Strukturę leżącą u podstaw naszkicowanego tu następstwa można ująć, mówiąc językiem Ingardena – jako "idealny przedmiot", który na podobieństwo matematycznego stosunku istnieje poza czasem. Dla konsonansu tworzonego przez tony c i f następstwo tonów, a zatem moment czasowy, nie ma znaczenia.

Tutaj (w Tabula rasa) jest odwrotnie. Czas jako proces zostaje rozbity. Nie staje się to, co powinno nastąpić wedle muzycznej logiki. Musimy na to czekać zbyt długo. Czas jako proces zostaje zamieniony na czas jako trwanie.
Szczególnie uderzające dla mnie w takim eksperymencie jest to, że (jak już wspomniałam) uwzględnia się moją osobę. Nagle uświadamiam sobie własną ekspiację wydarzeń, tak jakbym spojrzała z boku na swoją świadomość. Tak tym polega trwanie, że nie ma go, jeśli nie ma osoby, która go doświadcza.

Istoczenie (Wesen) oznacza trwanie [Wahren]. Jednak zbyt szybko poprzestajemy na ujęciu trwania jako po prostu trwania i uchwytujemy trwaŁość [Dauer] w odniesieniu do potocznego przedstawiania czasu liniowego z następującymi po sobie teraz. Mówienie o wy-istacziu wymaga jednak, abyśmy w trwaniu usłyszeli przebywanie i pozostawanie. Wyistaczanie, obecność [Anwesenheit] oznacza: stałe dotyczące człowieka, dosięgające go i jemu podarowane przebywanie.
Wydarzanie nie może być trwale zatrzymane, ani jako bycie, ani jako czas. To jakby "neurlane tantum", neutralne "i"w tytule "Czas i bycie". Bycie wydarza się w wydarzaniu.

Jeszcze cos o trwaniu, o dlugich dźwiękach.

Jeżeli chcę sobie przygotować herbatę z cukrem, nie ma rady, muszę czekać, aż się cukier rozpuści. Ten drobny fakt zawiera wielką naukę. Ten czas bowiem, w ciągu którego muszę czekać, zestraja się z moją niecierpliwością, tj. z pewną częścią mojego własnego trwania, która się nie daje dowolnie wydłużyć ani skrócić. Nie jest to już coś myślanego, lecz coś przeżywanego.
TRWANIE w muzyce zakrawa o tendencje exoestetyczne. Z trwaniem jest trochę jak ze słońcem, które promienuje światło poza najodleglejszą planetę. Nić wiążąca je z resztą świata jest bez wątpienia bardzo cienka, a jednak wzdŁuż tej nici aż do najmniejszej cząsteczki świata, w którym żyjemy, przenosi się trwanie, zawarte w całokształcie wszechświata

(2/3)    Poprzednia   Następny