Artysta |
Cecil Taylor, Evan Parker,Barry Guy, Tony Oxley | |
Tytuł |
"Nailed" | |
Data wydania |
2000 | |
Wytwórnia |
FMP | |
Style |
Free Jazz, Free Improvisation, Avant-Garde Jazz, | |
Ocena (1-6) |
ZG: 5,5 |
Cecil Taylor jest postacią jedyną i niepowtarzalną. Tak naprawdę, jego gra niewiele się zmieniła od czasów, gdy na początku lat 60. nagrywał z Jimmy'm Lyonsem i Sunny'm Murrayem, a mimo to nikt nie potrafi rozgryźć tajemnicy tej muzyki. Wielu naśladowców zaczerpnęło pojedyncze elementy, z których składa się ta niezwykła mikstura. Niektórzy przejęli perkusyjność gry, grę klasterami, odważne harmonie, swobodne, niepohamowane improwizacje, przypominające literacki strumień świadomości. Jednak pośród wszystkich swoich epigonów autor "Unit Structures" pozostał niedostępny, jak szklana góra.
Lata 80. to okres bardzo szczęśliwy dla Taylora. Uwielbienie, którym od dawna był darzony w Europie, znalazło wyraz w serii zorganizowanych dla niego festiwali. W pamięci pozostały zwłaszcza: "Workshop Freie Music" z 1986 r., "Cecil Taylor In Berlin '88", oraz "Total Taylor Total" z roku 1990. Podczas ostatniej z tych imprez zarejestrowano materiał, który stał się podstawą płyty "Nailed".
Z Brytyjczykami Barry'm Guyem i Tony'm Oxleyem Taylor zarejestrował niespełna rok wcześniej znakomity koncert "Looking (Berlin Version)". Teraz do tego grona zasłużonych dla europejskiej awangardy muzyków dołączył inny Brytyjczyk Evan Parker. Udział Parkera, który, nie tylko moim zdaniem, jest najbardziej twórczym saksofonistą po Coltranie, przeniósł muzykę tria w zupełnie nowy wymiar. Podstawowym zagadnieniem nie było już tylko stworzenie rytmicznego uzupełnienia dla skłębionych, gęstych fraz lidera, ale również znalezienie miejsca dla solowego instrumentu jakim jest saksofon. W rękach Parkera ten instrument staje się absolutnie samowystarczalny. Słuchając kotłujących, przenikających się linii, jakie prowadził na swoich solowych występach, miałem niejednokrotnie wrażenie, że gdyby dodać do tego coś jeszcze, to muzyka zamieniłaby się w totalny chaos.
Jednak Taylor wiedział co robi. Evan Parker znalazł swoją receptę na współistnienie z zaborczymi frazami ekscentryka z Long Island. Nie tylko nie przeszkadza, ale wspólnie z resztą muzyków buduje swobodną narrację. Muzyka osiąga momentami niezwykłą intensywność. Obcowanie ze sztuką Taylora jest wręcz fizycznym doświadczeniem. Abstrahując od całego bagażu tradycji, z której te dźwięki się wywodzą, od bogatych, intelektualnych koneksji, zawsze po dłuższym czasie spędzonym z tą muzyką mam uczucie niezwykłej lekkości. Jakbym doznał swoistego katharsis i został oczyszczony. Nie jest to muzyka łatwa, to sztuka w czystej postaci, wolna od jakichkolwiek doraźnych celów i bezkompromisowa. Dziś, gdy wszędzie otacza nas fałsz, jest jak słowo ascety, które wskazuje nam prawdę.
Marek Romański, Jazz Forum
Nailed ma kilka znaczeń. Słowo to może określać osobę która się upiła. Jest to też wyraz używany kiedy się kogoś przyłapie na gorącym uczynku. W przypadku płyty "Nailed", chodzi dosłownie o przygwożdżenie, totalne dobicie i wykończenie słuchacza (nie wspominając już o samych wykonawcach!) w trakcie 70 minut trwania płyty. Płyta jest pod szyldem Cecil Taylora, ale tak naprawdę muzycznie należy ona w równej mierze również do pozostałych muzyków brytyjskich: saksofonisty Evana Parkera, bassisty Barry Guya i perkusisty Tony Oxleya. Podobno z przyczyn osobistych ten kwartet już nigdy więcej się nie powtórzy. Co można rozumieć przez te osobiste przyczyny? Chyba za dużo upartych głów na jednej scenie. Wszyscy uczestnicy tego kwartetu czują sie zbyt pewnie (i słusznie) jako gwiazdy muzyki improw. Nikt tutaj nie odpuści nic z osobistego stylu i nie można nawet wspomnieć słowa kompromis. "Nailed" to muzyka ciężka w końcu Barry Guy nigdy jeszcze dotychczas nie grał z Taylorem która porusza się w przyśpieszonym tempie. Taylor kreuje atmosferę ciasną, w której każdy uczestnik musi walczyć o swoje prawa, o każdy swój menewr. Tony Oxley podtrzymuje całość kwartetu delikatnymi, pulsującymi uderzeniami w swoją minimalną perkusję. Evan Parker nie okazuje ani kropli potu kiedy atakuje Taylora z głębokimi falami swojego saksofonu. Ataki Taylora przychodzą i odchodzą. Intensywność tego projektu jest nieprzyzwoicie ogromna od początku do ostatnich braw publiczności. Wszystko wskazuje na to że 26-go września 1990 r. kwartet Cecila Taylora odżył jak smok wawelski aby pluć ognistą, muzyczną siarką.
Brytyjska szkoła improwizatorów-abstrakcjonistów połączona z totalną pianistyką Taylora.
We wkładce można przeczytać m.in. jak Evan Parker twierdzi, że przełomowym momentem w jego życiu było zetknięcie z muzyką tria Cecila Taylora (Taylor, Lyons, Murray) podczas wakacji w NYC 1962 roku. Tutaj więc osobiście z mistrzem, zresztą nie po raz pierwszy, tworzy formę i wypełnia ją treścią w jednolitym akcie twórczym. Muzyka nabiera charakteru obrzędu, rytuału pierwotnego, jej obłędna intensywność przyprawia o zawrót głowy w dosłownym znaczeniu.
Muzycy grają tak, jakby po nich miało już nie być w ogóle muzyki. Taylor i Parker epatują solowymi popisami, aczkolwiek Taylor nie ustaje nawet na moment, w jego przypadku można mówić raczej o falowaniu intensyfikacji dźwięku. Parker do swej niepowtarzalnej techniki wprowadza szorstkie, wibrujące tony, jakby ukłon dla wielkiej tradycji freejazzowego tenoru lat 60. Podziwiam Oxleya, to on sprawia, że frenetyczne napięcie utrzymuje się przez cały czas trwania muzycznej akcji.
Płytę mam na półce od dwóch lat, ale każdorazowe sięgnięcie po nią jest jak
skok w ogień.
wsz66, 12 lutego 2003
Spis utworów |
|
1. First performed
by CT:The Quartet - 52:20 |
|
| Wykonawcy | Instrumenty |
| Cecil Taylor | Piano |
| Evan Parker | Sax (Soprano), Sax (Tenor) |
| Barry Guy | Bass |
| Tony Oxley | Drums |