Artysta |
Marek Grechuta |
![]() |
Tytuł |
Droga za widnokres | |
Data wydania |
1972 / 2001 | |
Wytwórnia |
Polskie Nagrania / Pomaton EMI | |
Czas |
33:48 | |
Style |
underground | |
| Ocena (1-6) | MW - 7 |
“Droga za widnokres” to najlepsza płyta wydana kiedykolwiek w
Polsce. Bez żadnych wątpliwości.
Spójrzcie najpierw na przerażającą okładkę. Skulona postać.
Zimny ciemny błękit. Głębokie, puste oczodoły. Samotność. Ale czy na pewno...?
“Pewność” to utwór nr 6. Opętańcza, zmrożona samba. Szokująca
interpretacja wiersza Ewy Lipskiej. Karnawałowy południowo-amerykański rytm,
transowe zapętlone bębny. Undergroundowa linia basu. Gdzie zatem mróz? W głosie
Marka Grechuty. To on daje znak tarantulom, by rozpoczęły bieg po plecach
słuchacza. Głos, który nie pozostawia złudzeń.
Jest pewność, że zostanie po nas uroczysty cmentarz.
“Pewność” to klucz do tej płyty. Płyty do bólu
egzystencjalnej. (Bez)sens życia i śmierci przełożony na dźwięki. Jeśli
kiedykolwiek muzyka może odpowiedzieć na odwieczne ludzkie pytania, to właśnie
tutaj.
W tej okolicy jest zbyt uroczyście.
Zostawmy na chwilę ten patos, bo to wcale nie jest album dla
filozofów. Jeśli już miałbym wskazać adresatów, to płyta w pierwszej kolejności
dla punków-frustratów, dekadenckich romantyków z Transylwanii i polskich kibiców
piłkarskich. “Droga” to cios za ciosem, każdy utwór to klasyczny knockout.
Grechuta już od początku wymierza prawe sierpowe: pierwszy numer – “Jeszcze
pożyjemy” – to czad, jakich mało w polskim rocku. Miażdżący kontrabasowy riff,
bluesująca gitara, wokalista bezlitośnie wyrzuca z siebie słowa. W samym środku
utworu fenomenalna melodia, zagrana na wiolonczeli. Dobija utwór nr 2 –
“Gdziekolwiek”. Niecałe 2 minuty, które mogą na zawsze zmienić świadomość
słuchacza.
A to nie koniec, płyta dopiero się zaczyna. Połamany świat
daje o sobie znać w nowofalowym, ostrym jak brzytwa rozpaczliwym krzyku “Może
usłyszysz wołanie o pomoc”. Potem czeka nas upiorny klimat “Krajobrazu z wilgą i
ludzi”, niesamowita atmosfera utworu tytułowego i wreszcie żywa śmierć we
własnej osobie, wszechobecna na “Drodze”. Nie, to nie jest płyta dla filozofów.
Był już koniec świata, ale nie ma pewności, że to naszego
świata.
Jak to się stało, że Grechuta nagrał płytę nie z tego świata?
Był wtedy gwiazdą pierwszej wielkości. Z Anawą wygrywał kolejne plebiscyty i
festiwale. Szturmem zdobył Opole. Cała Polska nuciła “Ocalić od zapomnienia”,
skądinąd genialną piosenkę. I nagle coś się stało. W jego lesie wygasły już
światła, parafrazując słowa z tytułowego utworu z “Drogi”. Grechuta miał
dość i “wyszedł z kina”. Zszedł do podziemia, zebrał zupełnie nowych muzyków
(wśród nich m.in. Paweł Jarzębski, którego partie z “Drogi” uczyniły najlepszym
kontrabasistą w kraju – do dzisiaj nie widzę dla niego żadnej zdrowej
konkurencji). Zerwał z dotychczasowym, niekiedy zbyt wygładzonym brzmieniem.
Pewny okazał się już tylko uroczysty cmentarz. Na okładkę wybrał fotografię
przedstawiającą Einsamkeit (samotność) Bernharda Goschina, która zdobyła medal
na wystawie “Venus 72” w Krakowie. Ta okładka nie ma sobie równych w polskiej
fonografii.
Gdziekolwiek jesteś, cokolwiek się stanie.
A co z tymi odwiecznymi pytaniami, sensem życia i śmierci?
Tak naprawdę, to jest płyta o miłości.
Dla tych, którzy tańczą, gdy inni już padli z nóg.
Bo wszędzie są mosty, prawdziwe jak powietrze.
Ode mnie do ciebie.
Może usłyszysz wołanie o pomoc.
Gdziekolwiek jesteś, cokolwiek się stanie.
Kocham Cię.
Michał Wach
Spis utworów |
1. Jeszcze pożyjemy [2:48] Muzyka : Marek Grechuta |
Wykonawcy - Instrumenty |
Marek Grechuta - śpiew, fortepian |