W dn. 12-13 pazdziernika 2002 roku przeprowadziłem króciutki wywiad z  Andrzejem Karpińskim specjalnie z myślą o fanach Reportażu z naszego klubu.

10_Foto_glowne.jpg (18110 bytes)

Zygmunt Gruntkowski:   Jak przedstawia się skład nowego Reportażu?

Andrzej Karpiński: Nigdy nie dzieliłem Reportażu na stary czy nowy. Grupę założyłem w 1982 r. a więc jak na 20-letni pomysł określenie "stary" pasowałoby bardziej. Obecnie w składzie grupy Reportaż znajduje się dwóch Andrzejów Karpińskich o skrajnych temperamentach. Słowem jest to duet przeciwieństw z jedną twarzą.

ZG: Co skłoniło was do reaktywowania Reportazu?

AK: W trakcie gdy zespół nie działał nie przestawałem pisać tekstów, elementu tak charakterystycznego dla muzyki Reportażu. Te zapiski, "reportaze" z biegiem czasu tak celnie ilustrowały moje poglądy, że musiałem się w końcu z kimś tym podzielić, a lubię tekst jako sposób wyrażania siebie. Na dodatek znalazłem się w niezwykle sprzyjającej  sytuacji życiowej, umożliwiającej tę nieracjonalną działalność. Reportaż zawiesił swoją aktywność w 1991 r. Trwało to 9 lat i dopiero w 1999r. zaproponowałem dwóm muzykom z ostatniego składu ponowne granie. Niestety, to spotkanie po latach nie zaowocowało gotowością koncertową. Ciągle na drodze stał brak czasu itp. W 2002 r. zmienił   się więc skład grupy na opisany powyżej.

ZG: Od tamtego czasu minęło trochę lat. Czym różni się legendarny  Reportaż od współczesnego?

AK: Dla mnie nie różnił się wcale, zawsze był czymś intymnym, osobistym. Ilość energii zgromadzona przez te 20 lat czyni go dziś bardziej czytelnym, dojrzałym ale uczciwość artystyczna, autentyczność będą tutaj stałymi. Zmieniają się rzeczy zewnętrzne; instrumenty, sprzęt, którego w tamtych czasach nie było. Można powiedzieć, że dzisiejszy Reportaż realizuje pełniej dawne marzenia.

ZG: Czy mógłbyś zdradzić jakieś szczegóły dotyczące koncertów pt. "Gulasz z serc"?

AK: Właśnie trwają poszukiwania "ambitnych" miejsc w Polsce, gdzie przychodzą ludzie otwarci na eksperyment muzyczny, na sztukę. Mówi się o koncercie w Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, o Poznańskiej Wiośnie Muzycznej. Lubię takie miejsca jak "Mózg" w Bydgoszczy, czy "Kisielice" w Poznaniu. "Gulasz z serc" to około godzinny koncert słowno-muzyczny z odrobiną teatru. Jedna kompozycja z fragmentami improwizowanymi i z fragmentami tekstowymi. Wszystko odbywa się przy świetle jednej żarówki 25W i wykonywane jest na instrumentach perkusyjnych z wykorzystaniem elektroniki. Całość ustawiona jest na powierzchni 3 x 3m. Dość mocne nagłośnienie.

ZG: Kiedy może ukazać się nowa płyta?

AK: Nie chciałbym robić tego byle jak i byle gdzie. Mam na myśli wydanie i dystrybucję, bo materiał "Gulasz z serc" jest już właśnie zrealizowany i czeka sobie na twardym dysku na dogodny moment. Prawdę powiedziawszy to mój najsłabszy punkt. Nie wiem jak się do tego zabrać. Wczoraj przekazałem kopię materiału Chrisowi Cutlerowi, który przebywał krótko w Poznaniu w związku ze swoim koncertem. Re Records wydała dwie płyty Reportażu 15 lat temu i wynik był wyłącznie prestiżowy, bo nikt w Polsce nie mógł kupić tych płyt (do dziś są w  katalogach Re Records). Dlatego Reportaż znany jest u nas z jednej tylko płyty wydanej przez Tonpress. Mnie teraz bardziej interesuje wydanie płyty w kraju i możliwość jej dystrybucji po każdym koncercie.

ZG: Jakich wspolczesnych artystów cenisz i lubisz?

AK: Wielu, na przykład Teatr światła Leszka Mądzika. Jednak najbardziej cenię współczesną, nieskomercjalizowaną publiczność-odbiorców sztuki. Oni są największymi artystami. Twórca bez odbiorcy jest nikim szczególnym, nie może wykonać najważniejszego, a więc podzielenia się sobą z innymi. Współcześni artyści-odbiorcy są atakowani wieloma atrakcyjnymi bodźcami ze świata "niesztuki". Musza przebić się przez szum informacyjny, i całe mnóstwo sztuczek intelektualnych aby dotrzeć tam, gdzie intuicyjnie zmierzają. Cenię współczesnych odbiorców za talent do selekcji
i za duże wymagania.

ZG: W imieniu swoim oraz uczestników klubu dyskusyjnego "rock&jazzavant-garde" dziękuję za odpowiedzi i reflekcje.